publikacje


"BAFTA"


    06.04.2004 ogłoszone zostały nominacje do nagrody BAFTA w kategorii filmów telewizyjnych.
    Za zdjęcia do serialu historycznego "Charles II: The Power and the Passion", w reż. J.Wright'a, nominację otrzymał Ryszard Lenczewski. Trzymamy kciuki do 26.05.2004, kiedy to zostaną ogłoszone oficjalne wyniki.
   
    BAFTA - skrót nie dla wszystkich czytelny, podobnie jak nie wszyscy potrafią zdekodować skrót AMPAS. Wszyscy jednak wiedzą co oznacza statuetka "oskara", ale o istnieniu równie złotej jak oscar, maski stanowiącej logo The British Academy of Film & Television Arts, wiedzą tylko nieliczni. Tymczasem The Academy of Motion Picture Arts and Science jest tylko o niecałe 20 lat starszą, amerykańską siostrą Brytyjskiej Akademii. "Tylko" o 20 nie jest żadną przesadą, bo historia oscara liczy sobie już lat 77, a Bafty niespełna 58. Mimo takiego już podeszłego wieku nie wybierają się na emeryturę, a wręcz przeciwnie obie szacowne instytucje kreują coraz wyraziściej porządek w światowym przemyśle filmowym.
    Niezwykle wysoki prestiż innych nagród festiwalowych - "cezarów","palm", "niedźwiedzi", "lwów", "gron" itd. itp. jest również ogromnie ważny w tym specyficznym, filmowym biznesie, gdzie przecież "wszystko jest na sprzedaż" i zawodowych sukcesów artystycznych często się nie odróżnia od komercyjnych. Nie mając zamiaru dyskredytować innych trofeów, chciałbym jednak podkreślić szczególne znaczenie oscara i nagrody BAFTA ze względu na ich charakter profesjonalny. Przyznawane są one w kategoriach poszczególnych zawodów filmowych, a zwycięzca wyłaniany jest spośród wąskiego grona nominowanych, drogą głosowania przez przedstawicieli właśnie poszczególnych profesji. Czyli finalista zostaje doceniony przez swych własnych potencjalnych konkurentów...
    The British Academy of Film & Television Arts jest postrzegana w Europie za wiodącą organizację zajmującą się promocją i nagradzaniem najlepszych w danym sezonie filmów kinowych i telewizyjnych oraz ostatnio także - głównie promocją - mediów interaktywnych.
    Tegoroczną nominacje w kategorii filmów telewizyjnych R.Lenczewski otrzymał jako jeden z czterech operatorów. Jego konkurentami są: David Higgs - za zdjęcia do "Cambridge Spies", Barry Ackroyd - za zdjęcia do "The Lost Prince", Chris Seager - za zdjęcia do "State Of Play". Jednakże czteroodcinkowy serial "Charles II: The Power and the Passion", wyprodukowany przez: BBC/A&E/BBC1, otrzymał jeszcze cztery nominacje: COSTUME DESIGN - Mike O'Neill, MAKE UP & HAIR DESIGN - Karen Hartley-Thomas, PRODUCTION DESIGN - Sarah Greenwood, SOUND - John Taylor, Paul Hamblin, Catherine Hodgson, Graham Headicar. Należy zwrócić uwagę, że - co oczywiste - z wyjątkiem dźwięku, to scenografia, kostiumy, i charakteryzacja, są oprócz zdjęć, także elementami składowymi warstwy wizualnej.







    Sądzić by można, jak w starym porzekadle filmowym, że jeżeli przed kamerą coś interesującego się znajduje, to i na ekranie będzie miało to swoje przełożenie. Wiemy jednak dobrze, że nic bardziej złudnego, zdarzają się pretensje spośród głównie scenografów, kierowane właśnie do operatorów, że w filmie nie do końca widać kunszt ich rzemiosła i poziom ich kreacji artystycznej. Czy zatem tajemnicą jest jakiś złoty środek na współpracę i na czym on - o ile w ogóle istnieje - w takim razie polega? Jak to zatem jest naprawdę, w filmie, takim jak czterogodzinny "Charles II: The Power and the Passion", którego strona wizualna - mierząc ilością nominacji - została tak wysoko doceniona? Nie jest to proste pytanie, i nie bardzo można na nie jednoznacznie i przekonywująco odpowiedzieć, zwłaszcza, że - co jest nieco paradoksalne - wszystko to działo się na moich oczach, uczestniczyłem bowiem w realizacji zdjęć do tego filmu, a częściowo także w okresie przygotowawczym, jako "second unit DoP", finalnie w ostatnim tygodniu, dzieląc funkcję "additional photography" z duńczykiem Eigil'em Bryld'em. W tak dużych produkcjach jest to normalny sposób realizacji zdjęć. Obowiązki dla drugiej ekipy nie są jednak codziennie. W czasie gdy ich nie było, dołączałem do ekipy głównej, gdzie w przypadku realizacji scen wymagających użycia więcej niż jednej kamery, przejmowałem wówczas tę drugą.



Zajmowałem się również tzw. "prelighting'iem" do niektórych scen, z udziałem dublerów, jak również na głównym planie, zwłaszcza w dekoracjach w atelier, gdzie uzupełniałem działania R.Lenczewskiego w zakresie kontroli poziomów światła w tle na zastawkach za oknami, co umożliwiało mu większe skupianie się na pierwszoplanowej scenie aktorskiej, jej oświetlaniu i inscenizacji.



   R.Lenczewski należy do operatorów, którzy szwenkują sami, zapewniając sobie tą drogą całościową kontrolę nad obrazem, czyli - nieco upraszczając - oprócz strony plastycznej, wynikającej ze sposobów użycia światła, również dynamika obrazu, będąca rezultatem prowadzenia kamery jest ich autorstwa. Osiągnięta zostaje tą metodą wyrazistość indywidualnego stylu obrazowania, którą trudno uzyskać w tradycyjne akademickim systemie pracy ze szwenkierem. Wówczas akademickość takiego rozwiązania przejawiająca się zwłaszcza w kadrowaniu i sposobie prowadzenia kamery, powoduje, że one są "zerowe" stylistycznie, przez co w wielu filmach takie same. Operatorska koncepcja zwizualizowania scenariusza, a właściwie przedstawionych w nim: akcji i jej dramaturgii, atmosfery i klimatów miejsc, oraz nastrojów i emocji bohaterów motywujących ich działania, jest indywidualnie ukształtowana według artystycznego klucza autora zdjęć i w tradycyjnym układzie realizowana prawie wyłącznie poprzez światło, natomiast w modelu preferowanym przez R.Lenczewskiego, dodatkowo uzyskuje rozszerzenie i wzmocnienie w "zachowaniach" kamery. To niestety nie jest jedyny, choć bardzo waży element sukcesu i nie stanowi on recepty na jego ciągłe powtarzanie. Potrzebna jest nieprawdopodobna siła charakteru i konsekwencja w realizowaniu własnej wizji, o wartości której ma się przekonanie, że jest słuszną. Nawet, jeżeli jej realizacja może powodować napięcia i konflikty, należy przestrzegać granicy kompromisu, a stresy z tego wynikające nie mogą prowadzić do rezygnacji z jakiegokolwiek elementu przyjętej koncepcji. Konieczność perfekcyjnego opanowania warsztatu jest w tym kontekście rzeczą oczywistą, jak również umiejętność szybkiego podejmowania trudnych i skomplikowanych decyzji. Należałoby tu dodać także zdolność, zarówno współpracy z ekipą, jak i umiejętność wykorzystywania jej i wszystkiego co robią jej członkowie dla potrzeb realizowanego obrazu. Wydaje się, że właśnie tu, w sposobie pracy całej ekipy tkwi jedno ze źródeł powodzenia. Jeżeli wszyscy jej członkowie pracują na ponadprzeciętnym poziomie, to efektem finalnym musi być także ponadprzeciętny rezultat. Ta uwaga tylko częściowo wyjaśnia uznanie dla warstwy wizualnej serialu "Charles II: The Power and the Passion", w przeważającej części, jest ono rezultatem akceptacji indywidualności artystycznych: operatora, scenografa, kostiumografa i charakteryzatora.
    Film powstawał w Pradze, jako rezultat umowy koprodukcyjnej pomiędzy BBC i Czech-Anglo Productions, czeskiej firmy obsługującej zachodnie produkcje ulokowane w Czechach, nie tylko na słynnym Barandowie, które zostało całkowicie wykupione przez Amerykanów. Nawiasem mówiąc, wypada się co najmniej zdziwić, dlaczego polskiemu przemysłowi filmowemu, a zwłaszcza upadającej Łodzi filmowej taka transformacja się nie udała? Dla "Charles II: The Power and the Passion", całość olbrzymiej dekoracji dla prawie wszystkich scen wnętrzowych została zbudowana w hali. Plenery, niektóre po często znacznych adaptacjach scenograficznych, zostały zlokalizowane nieomal w całych Czechach. Ekipa techniczna i przeważająca część organizującej produkcję, rekrutowała się spośród czeskich zawodowców. Poziom profesjonalizmu gripu i elektryków, zwłaszcza gafera J.Simka był niezwykle wysoki, nic w tym dziwnego, ekipa ta "przerabia" - dzięki "inwazji" produkcji zachodnich - średnio cztery filmy fabularne rocznie! Focus puller'ów: R.Donnelly'a i T.Fleming'a, jako najbliższych współpracowników operatora, R.Lenczewski zaprosił do ponownej współpracy po poprzednich realizacjach, z Anglii. Okres zdjęciowy trwał niewiele ponad trzy miesiące, ale w większości, były to sześciodniowe tygodnie zdjęciowe, wszystkie z dziesięciogodzinnymi dniami zdjęciowymi. W sumie nie była to łatwa i prosta realizacja, ale jak życie pokazało, warta wysiłku jaki został poniesiony.